|
Blog > Komentarze do wpisu
RozczarowanieBędzie smutno. O ludziach chorych, lekarzach i całym tym systemie..... Jeśli macie dobry humor, omińcie ten wpis.
Moja mama leczy się od 10 lat. W ciągu tych 10 lat zmieniło się parę rzeczy, na dobre i na złe. Nie wiem czy ona miała szczęście, że trafiła na naprawdę cudowną lekarz, czy to kiedyś lekarze byli inni.... Chorzy narzekali od zawsze, że nie podoba się im podejście do pacjenta, że o wszystkie badania trzeba prosić, chodzić za lekarzami, by się im przypomnieć. Nie znaliśmy tego, bo nasza pani doktór jest wspaniała. Wkurzało mnie, że na korytarzach źle mówiono o pielęgniarkach, że nic nie robią, a jak już zechciało im się zając pacjentem, to robią to z wielką łaską. To nieprawda! Tak nie było kiedyś i tak nie jest dziś. Pielęgniarki zaganiane latają po salach zmieniając kroplówki, pilnują swoich obowiązków i to nie ich wina, że jest ich w szpitalu za mało! Więcej osób siedzi na izbie przyjęć i przypatruje się jak się pacjent przebiera. Straszne, że tam gdzie jest potrzebna pomoc ludzi zwyczajnie brakuje, a tam gdzie są zbyteczni jest ich w nadmiarze. Nie tak powinno być! Zawsze broniłam Ogrodowej. Lekarzy, pielęgniarek, chwaliłam szpital. Tak było kiedyś. Dziś.. kiedy myślę o paru chorych osobach z oddziału ogarnia mnie smutek i rozczarowanie. Coś się zmieniło, coś pękło. Stosunek lekarzy do pacjentów jest inny. Kiedy niedawno opowiadała mi przyjaciółka o sytuacji zmarłej już Ani nie wierzyłam jej. Nie mogłam pojąć jak lekarz może się poddać w trakcie leczenia pacjenta. W końcu przyznał, że nic nie może więcej zrobić dziewczynie, która tak bardzo, do końca życia walczyła by żyć. I ona się poddała. Broniłam lekarzy i tłumaczyłam znajomej, że na pewno musiało być inaczej. Bo obowiązkiem lekarza jest walka o życie chorego, a nie poddawać się. Wyolbrzymiała- mówiłam sobie. A teraz... teraz, kiedy widzę sytuację niektórych osób nie wierzę własnym oczom. Jeden lekarz odpycha trudny przypadek do drugiego. Drugi robi tak samo. Chory czeka i nie wie co się dzieje. Niecierpliwi się, niepokoi się, nie wie co go czeka, czy w ogóle coś czeka. Zadaje pytania. Padają odpowiedzi wymijające. Pacjent sam sobie dopracowuje teorię, która jest nieprawdziwa. Nerwy, zniechęcenie do leczenia, w końcu człowiek się poddaje, bo nie ma już sił by walczyć, walczyć z chorobą, chorym systemem, z lekarzami. Z systemem, bo w naszych szpitalach ciągle brakuje pieniędzy, badania są drogie, lekarze muszą oszczędzać.. Czy tak powinno to być?! Najlepiej chorego wypisać do domu, niech tam dogorywa.. bo oni nie mają pojęcia co mają robić! Halo! To kto ma to wiedzieć? Nie żyjemy w średniowieczu! Mamy do cholery ten XXI wiek. Najlepiej rozłożyć bezradnie ręce i powiedzieć "przykro mi?" Gdy chory mówi, że coś go od dłuższego czasu boli, nie ukrywa, że się boi i daje łagodnie do zrozumienia, "może warto by to zbadać, prześwietlić..?" Ten odpowiada lekceważąco "nie, nie ma potrzeby, na pewno to skutek przyjmowanych leków, to minie". Włosy mi dęba stają. A trąbią wokół by robić badania profilaktyczne, kiedy sam chory nie ma do nich dostępu, lub jego problem zostaje zbagatelizowany.. lub, co najgorsze, lekarz posądza o symulowanie, nadmierne nadsłuchiwanie co go boli, a to nie ma prawa boleć, jeszcze nie?! Czasem chory krępuje się przyznawać, że w ogóle coś mu dolega, bo będzie przecież wyśmiany. No może "wyśmiany" to za mocne słowo. A gdy w końcu dochodzi do badania, okazuje się że ma przerzut, lekarz natomiast z pochyloną głową oznajmia pacjentowi wynik tomografii i nie pada słowo "przepraszam". Do tej pory takie sytuacje były mi obce. A one jak się okazuje, są codziennością. Gdzie się podziało to dawne podejście do pacjenta? Kiedy to lekarz z nim rozmawia, wyjaśnia, nie unika, nie traktuje jak kolejny trudny przypadek, którym nie chciałby się zajmować. Kiedy słyszę od lekarki, całkiem prywatnie, że z daną osobą jest naprawdę źle. Że nie ma już szans na jakąkolwiek poprawę. Że boi się jej to powiedzieć Rozumiem ją. Ma prawo się bać. Dla nikogo takie wiadomości nie przychodzą łatwo. Ale ona nad tym długo myślała. Myślała jak powiedzieć młodej dziewczynie, która ma chęć życia, delikatnie..nie raniąc jej przy tym. Tymczasem druga lekarka, bez ogródek powiedziała jej matce, że nie ma po co przychodzić do szpitala, bo ona i tak umrze! Na pytanie matki "to co ja mam zrobić?" odpowiada.. że to nie jej problem?! Szok. Szok i jeszcze raz szok. Gdzie się podziały ludzkie odruchy?! Czy niektórym lekarzom już nie zależy, czy im ta choroba spowszechniała? To już nie jest ten szpital, nie ci lekarze, których chwaliłam. Uogólniłam. Nie wszyscy tacy są, ale dziś emocje wzięły górę. Przecież jak często słyszymy o takim zachowaniu lekarzy? poniedziałek, 23 listopada 2009, iperelka
Komentarze
poziomk0wa
2009/11/23 21:38:40
Mi również znane są takie sytuacje... Szczególnie w ostatnich dniach życia mojej mamy. Gdy lekarz poprosił mnie do siebie mówiąc, że jestem dorosła, więc na pewno zrozumiem, że nie ma szans na wyleczenie mojej mamy, że wszystko jest kwestią kilku dni... Nie chciałam, nie mogłam uwierzyć. Potem odmawiał dania jej krwi, twierdząc, że to nie ma sensu... że na tą krew czekają inni chorzy, a jej to przedłuży życie raptem o 2 dni... AŻ o 2 dni. Fakt, tłumaczył się, że to tylko wydłuży jej cierpienie... Boże, nawet nie, nie potrafię do tego wracać. Ale to wszystko sprawia, że chyba już nigdy nie będę myśleć pozytywnie o szpitalach...
2009/11/24 00:23:11
Kiedyś to zawód lekarza był wybierany chyba bardziej z powołania, dziś często jest wybierany dla pieniędzy. Ostatnio moja mama była prywatnie u lekarza bo publicznie termin był dopiero za pół roku. I dostała leki których nie może brać bo kolidują z innymy i pan doktor doskonale o tym wiedział. Powiedział że jak coś się będzie działo żeby znowu przyszła. Nie wspomnę już ile jedna wizyta u niego kosztuje. Rozumiem że lekarze mogą być zmęczeni, że popadają w rutynę. Ale gdzie "Przyrzeczenie Lekarskie" , gdzie sumienie??
2009/11/24 00:43:05
Lekarz lekarzowi nierówny. Każdy posiada inną osobowość przy zasadniczo tej samej wiedzy medycznej. Dlatego nigdy nie uważałem, że lekarz jest wybawcą z cierpień fizycznych i nadzieją na przedłużenie życia, trafnym diagnostą i tak dalej. To tylko człowiek, w mniejszym lub większym stopniu pazerny na pieniądze nie do końca bogatych ludzi, mniej lub bardziej odporny na korupcję, stres, narzekanie pacjentów...
To zwykły pracownik, w którym nie powinno się pokładać nadziei, bo on wcale nie jest jej dystrybutorem.. 2009/11/24 21:57:14
To prawda.. lekarz lekarzowi nie równy....
chodziło mi o same podejście do pacjenta... takie podmiotowe... czasem zero współczucia..., zimna diagnoza... i nic więcej... A można nawet najgorszą wiadomość "ubrać" w słowa, które nie tak bolą.. kiedy są bez ogródek wypowiadane.. |
|