..... ja i mój świat....
wtorek, 09 lutego 2010

Trzyma mnie przeziębienie nadal.... Trwa to już ponad tydzień... a wszystko wychodzi stopniowo... jak nie ból gardła to katar.. Po katarze wróciło gardło, potem stan podgorączkowy, ból głowy... a dziś kiedy czuję się lepiej.. bolą mnie plecy... co przyniesie jutro??;/

A tu na mnie farma czeka.... moja mgr... kino i piwo ze znajomymi.... Tylko się wykurować w końcu muszę!!!

Do mgr się zabrać ostro trzeba.... skończyłam Althochdeutsch.. w planach mam Mittelhochdeutsch... i się zaczną schody....  no ale mam pana D., ktory podpowie... ;)

Plan zjazdów mam super. Choć raz się ludzie postarali. W końcu nie będę musiała szukać noclegów. Wszystko załatwię jednego dnia... nie wiem jak to wytrzymam... pobudka o 5.00 powrót do  domu po 22.00. No ale dam radę, chyba...

A i dni są coraz dłuższe, co mi poprawia humor... Niekiedy ptaki zaczynają ćwierkać, co może oznaczać (choć nie zawsze), że do wiosny jest coraz bliżej!! Oby, oby.. bo mam dość zimy.. tej pogody i śniegu! Pragnę już dziś wyciągnąć moje niebieskie pantofelki, schować kozaki i ciepłą kurtkę!

A w poniedziałek.... wszystko zaczyna się od nowa...

Panie Boże, daj nam wszystkim siły, a mamie najbardziej!

piątek, 05 lutego 2010

.... naprawdę piękny sen.... "

Idąc za słowami Ryśka Riedla.

Dzisiaj miałam piękny sen, naprawdę piękny sen.

Nic mi się nie śni... przynajmniej baaaardzo rzadko. A jak już coś się przyśni to albo snu nie pamiętam, albo nie jest wart zapamiętania.

A dziś, a w poniedziałek.... były dwa, całkiem niespodziewane.

W poniedziałek pierwszy raz od 9 lat przyśnił mi się dziadek. Przyniósł ze sobą nieciekawą wiadomość, która po południu się sprawdziła. Wyruszyliśmy wraz z rodziną zaprzężonym koniem nad rzekę. Znajome miejsce, znajome twarze... Więcej nie pamiętam.

A dziś... gdy się obudziłam byłam zmieszana. Usiadłam na łóżku i próbowałam wszystko sobie przypomnieć. Dziwne uczucie, że właśnie mi po dwóch tygodniach od  śmierci, równo dwóch tygodniach przyśniła się Madzia! Przyszła do domu mnie odwiedzić. Usiadła obok mnie na kanapie i mnie przytulała. Piękna jak zawsze. Twarz spokojna i pogodna. Potem wspólny spacer, nie pamiętam gdzie. I fotka jej i jej chłopaka. Nigdy jej chłopaka nie widziałam, bo tak naprawdę słabo się znałyśmy. Raptem parę razy w szpitalu i odwiedziny w domu.

Jedno wiem: Chyba Jej tam jest dobrze.

 

Madziu, myślałam o Tobie. Dziękuję!

Sen- urywki, ale piękny!

czwartek, 04 lutego 2010

To "jutro" ciągnie się od miesiąca. Nagle dni płyną wolno, czas się zatrzymał.

To "jutro" jest znane od paru dni, ale tak naprawdę jutro zapadnie ostateczna decyzja i słowa zostaną głośno wypowiedziane.

Ja już wiem... walczymy dalej.... na razie mniej radykalnymi środkami...

I wszystko zaczyna się od nowa....

poniedziałek, 01 lutego 2010

Walczyłam dzielnie, hartowały mnie noclegi w zimnych pokojach. Chodziłam w czapce, co normalnie mi się nie zdarza. Łykałam witaminki, ubierałam się ciepło.

I co?!  I tak się rozłożyłam! Boli mnie gardło i głowa,  mam katar, chce mi się spać....

A plany? Plany to poczekać muszą... Obiecywałam sobie nie planować.

 

"Jaka choroba, takiego jej lekarza potrzeba."

- Mi potrzebny jest rodzinny...

Dupa..

czwartek, 28 stycznia 2010

Żeby ukraść ze szpitalnej łazienki baterię?!

To tylko u nas mogą się takie cyrki zdarzyć.....

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62