czwartek, 19 listopada 2009
Lubiłam Anitę Lipnicką w czasach liceum, kiedy to śpiewała w Variunx Manx. Słuchałam jej gdy nagrywała solową płytę. "Nieprzyzwoite piosenki" były często puszczane w mojej wierzy. Następnej płyty nie znam. Lubiłam ją jako wokalistkę, za jej głos.. lubię ją za to jaka jest. Od czasów liceum byłam nękana by słuchać co u niej nowego. Moja znajoma z czasów liceum jest jej "przyjaciółką", a bycie w tak bliskim kontakcie z gwiazdą jest przecież czymś niezwykłym. W kąciku szkolnej gazetki spotykałyśmy się we trzy i rozmawiałyśmy o Lipnickiej, wchodziłyśmy na jej stronę, czat... a znajoma opowiadała nam co się ostatnio wydarzyło. Nigdy nie biegałam za artystami, nie zdobywałam autografów, nie próbowałam się z nimi skontaktować mailowo czy telefonicznie. Moja znajoma tak. Ona poznała Anitę właśnie przez telefon i daję ręce uciąć, że są ze sobą w kontakcie do tej pory. Mogłam być na urodzinach Lipnickiej... ale nie pojechałam. I nie żałowałam tego. Uśmiałam się, kiedy koleżanka przywiozła dla mnie specjalny autograf. heh mam go do dziś. Tak więc Anitę "znałam" tylko z opowiadań, za to z opowiadań z pierwszej ręki. I kiedy dziś czytam wywiad na onecie, poznaję dawną Anitę. Anitę, która miała swoje zdanie, ale je w sobie dusiła, która podążała swoją drogą nie patrząc na innych. Nigdy nie lubiła być w świetle reflektorów i w końcu ma odwagę mówić głośno to co myśli, co poniektórzy uważają za zarozumialstwo i pychę. Ale to jest właśnie ona! Brawo Anita! Brawo, że idziesz własną drogą i nie zabiegasz o masową popularność. Brawo, że trwasz przy swoich wykonaniach, dla niektórych niezrozumiałych. Brawo za to, że jesteś sobą! Jej nowa płyta... spokojna, melodyjna... doskonała na długie, zimne jesienne, spędzone pod kocem z herbatą w ręku wieczory. No i jej głos.. lubię go słuchać.
środa, 18 listopada 2009
Są słodkie, kruche, twarde po prostu pyszne! Ich zrobienie nie zabiera wiele czasu, można je jeść praktycznie od razu, mogą poleżeć jakiś czas. Przede wszystkim są banalnie proste w wykonaniu. Przepisów jest wiele. Ilość dodawanego cukru dowolna: od 4 łyżek do 200 gram. Ja zaszalałam i zrobiłam według przepisu. Błąd. Są stanowczo za słodkie, ale wiem, że Niemcy lubią takie łakocie. Szukałam w niemieckich przepisach, a okazało sie że w Polsce one też są znane... Składniki:
Migdały można najpierw uprażyć na suchej patelni. Będą ponoć bardziej aromatyczne.
Wodę, cukier, cukier waniliowy i cynamon zagotować w garnku (na średnim ogniu) ciągle mieszając. Następnie dodać migdały i dalej mieszać. Mieszać do tej pory aż, woda wyparuje, cukier się skarmelizuje i będzie oblepiał migdały (ok 10 min). Gdy migdały będą dokładnie oblepione, należy je wysypać na papier do pieczenia, rozdzielić i pozostawić do ostygnięcia.
Migdały szybko stygną. Można je jeść juz po paru minutach.
Jest jedna uwaga. Jeśli migdały wyciągniemy trochę wcześniej- po ostygnięciu są lśniące. Jeżeli wyciągniemy później, gdy syrop zaczyna gęstnieć, po ostygnięciu będą bardziej słodkie i obtoczone cukrem.
Smacznego!
Fotki nie zrobiłam, ale migdały powinny wyglądać tak:
wtorek, 17 listopada 2009
Czas przedświąteczny, wiem że jest jeszcze jest na to za wcześnie, kojarzy mi się z pobytem w Niemczech. Wraz z dzieciakami jechaliśmy do pobliskiego miasteczka na tzw. Weihnachtsmarkt. Jest to świąteczny rynek, gdzie są sprzedawane bożonarodzeniowe specjały, ciasta, ciasteczka, gofry, pierniki i migdały. Miejsce to ozdobione jest lampkami, wokół gra świąteczna muzyka, młodzież sprzedaje grzane wino. Ludzi jak zwykle pełno. Każdy spotyka jakiegoś znajomego, rozmawiają, wznoszą toast w blaszanych kubkach i krzyczą "Prost!", dzieci tańczą... mikołaj lub aniołki rozdają cukierki i inne łakocie. Cudowna atmosfera. Na Weihnachtsmarkt można poczuć magię świąt. U nas nie ma takiego zwyczaju spotykania się na starym rynku czy gdzieś w jednym miejscu by wśród ludzi spędzić czas, porozmawiać, wypić wino, kupić coś słodkiego. My zapewne powiedzielibyśmy, że w grudniu, w mróz mamy wychodzić z domu, tylko dlatego by przepychać się w tłumie i wypić kubek wina lub kupić piernik? Właśnie na Weihnachtsmarkt pierwszy raz jadłam gebrannte Mandeln, migdały zatopione w cukrze, robione samemu w domu i sprzedawane właśnie na okoliczność Weihnachtsmarkt. Są słodkie, twarde i niesamowicie smakują! Ach jak one mi przypominają święta! Ostatni raz jadłam je, i tu was zaskocze, latem, gdy byłam na wesołym miasteczku w Niemczech. W pamięci miałam ten smak i zapach. Co roku moje myśli wracały do momentu, kiedy je pierwszy raz spróbowałam. To było 4 lata temu. Dziś, właśnie dziś je zrobiłam! Sama.. z przepisu zamieszczonego w Internecie. 10 minut i zrobione! Banalnie proste, a moje wspomnienia wróciły jak bumerang. Smak ten sam... tylko stanowczo za słodkie, no i karmel do końca mi się nie udał. Ale jak na pierwszy raz wyszło ok. Przepisu jeszcze nie podam, bo muszę go jeszcze dopracować. ach! jak mi słodko!
niedziela, 15 listopada 2009
Nie miałam czasu myśleć o badaniach... zadzwonię w poniedziałek, to pewne. Sen do tej pory nie przyszedł. Do bezsenności się przyzwyczaiłam. Wczoraj przewracałam się do rana. Dziś będzie chyba podobnie. Ostatnie dni były pełne niepokoju. Z powodu mamy.. coś z nią było nie tak... czuła się źle, a powód tak złego samopoczucia nie jest do tej pory znany. To co najgorsze minęło. Chyba.. Brat ma zamiar się wyprowadzać. Pewnie po nowym roku będzie już "na swoim". Dobrze. To już czas by odciąć pępowinę. Musi tylko urządzić kuchnię i łazienkę i fruuu z rodzinnego gniazdka. "TYLKO".. w sklepach niby jest w czym wybierać, ale kiedy przyjdzie się kupić coś konkretnego to jest problem! Myślałam, że brat jest mało zdecydowany i nie wie czego konkretnie chce. Pojechałam więc z nim, by pomóc w wyborze glazury. Obeszliśmy trzy pięta, płytek do wyboru do koloru, ale żeby coś wybrać?! Albo jest ich po prostu za dużo, albo w głowach mamy nie wiadomo jakie wzory i kolory. Po raz kolejny stwierdzilam, że mamy odmienne gusta ;] Zawsze tak było i nic nie uległo zmianie od czasów dzieciństwa. Miło mi jednak się zrobiło, gdy zauważyłam jak bardzo brat liczy się z moim zdaniem. Dziwnie będzie, jak brat zawita do nas TYLKO na obiad ;]
wtorek, 10 listopada 2009
Zrobiłam je. Nie chciałam, ale mama nalegała. Nie chodzi tu o to by samej siebie pogrążyć, ale o to, na co powinnam zwrócić uwagę i co w przyszłości kontrolować. Może to i ma jakiś sens. Badania te są wskazane osobom, u których w rodzinie wystąpił nowotwór. Dziś już wiem, że u mnie w rodzinie co drugie pokolenie miało jakiś problem z rakiem. Jestem w grupie rodzinnego ryzyka, więc takie badanie genetyczne jest jakąś wskazówką na przyszłość. Zrobiłam je miesiąc temu. Na wynik trzeba było czekać ponad dwa miesiące. Badania te zrobił też mój brat. Podczas jego wizyty u genetyka okazało się, że moje wyniki już są. Zdziwiłam się. Tak szybko? Umawiałam się z lekarką, że zadzwoni do mnie aby umówić się na wizytę i wszystko wyjaśnić. Nie zadzwoniła do tej pory. Nie minęły dwa miesiące, ale skoro już mój wynik jest, to dlaczego milczy? Nie obawiam się złych wieści, bo badania genetyczne to nie mammografia. Po prostu chciałabym mieć to już za sobą. A sama nie zadzwonię... bo tchórzem jestem.. bo wolę odwlec to w czasie.. bo.. głupia jestem. Informacje na temat badań genetycznych sa tu.
.. i właśnie w tym momencie wygrała dawna Ja...
poniedziałek, 09 listopada 2009
W sobotę wróciłam do domu zmęczona. Zmęczona samą podróżą, gorącem w pociągu...Było strasznie! Kurcze, czy w pociągach musi być jak w saunie? czy oni nie muszą oszczędzać na ogrzewaniu? Wszak wszędzie i każdego kryzys w jakis sposób dotknął. A kolej nasza kochana podkłada do pieca, aż nie ma czym oddychać. Nie lubię jeżdzić jesienia, a tym bardziej zimą pociągami. Może się przerzucę na autobusy? Mam nadal problemy z zasypianiem. Wstaję rano zmęczona, niewyspana. Może to przez emocje, które nagromadziły się gdzieś tam w głowie, podświadomie ukryte są myśli, które spać nie dają. Im więcej myślę tym gorzej mi zasnąć. Najlepiej nie myśleć, ale tak się nie da. Mam nadzieję, że jutro co niewyjaśnione zostanie wyjaśnione i będzie trochę lepiej? Martwię się i tyle. Wczoraj nawet mi się udało zapamiętać sen. Był dziwny. Mam wrażenie, że składał się z kilku wątków. Pamiętam tylko jeden. Byłam u fryzjera. Nie wiem czy fryzjerka mi włosy ścinała, czy tylko układała. Rozmawiałyśmy. O czym? Nie mam pojęcia. Zadzwonił budzik. Zajrzałam do sennika: Może ostrzegać przed fałszywymi osobami, inne znaczenie to takie, że dokonuje się w tobie wewnętrzna przemiana o niezbyt dużym znaczeniu, zwłaszcza gdy śnią się kobiety. A fryzjer układający nam włosy oznaczać ma sukces finansowy lub zapowiedź wesela. Na samo wspomnienie wesela skrzywiłam się. O żadnym zbliżającym się nie wiem. W sukces finansowy wątpię. A wewnętrzna przemiana.. chyba tak... coś się dokonuje, ale sama nie jestem jeszcze tego świadoma. Na pewne sprawy spoglądam inaczej, okiem raczej chłodnym. Obiecałam sobie kiedyś, nie dam się wykorzystywać i będę walczyć o nową Ja. Stara Ja chyba ma mniejszą siłę. To dobrze. Nowa Ja pilnuje bym sprostała nowym wyzwaniom. Oby tylko ta dawna Ja nie wygrała.
piątek, 06 listopada 2009
O 14,00 mam pociąg do Olsztyna. Czeka mnie 5 godzin jazdy w tłumie ludzi i jedna przesiadka w Ełku. Na miejscu powinnam być po 19,20. Tylko doczłapać się do hotelu, przebrać się w piżamę i zasnąć. Ostatnio mam problemy ze snem.. znów... Zajęcia do 13.00 i powrót do domu. Kolejne pięć godzin. Przyzwyczaiłam się do jazdy, długiej jazdy. Wsiadam do pociągu czy autobusu i włączam muzykę. Przysypiam, oglądam okolice. Kiedy mijam Myszyniec myślami jestem w Dębach. To tak niedaleko... Kiedyś specjalnie pojadę autobusem o 13.00 by przejechać właśnie przez Dęby.
Jest 11,45. Spakowana, najedzona i czekam, czekam by pójść w stronę dworca. Czas mi się dziś dłuży niemiłosiernie... Spoglądam na zegarek... a ten jak zaczarowany wolno liczy sekundy. Coś okropnego. Dziś w moich uszach będzie brzmiał Xavier Naidoo "Alles kann besser werden".
"...Holen wir uns den Himmel auf Erden
środa, 04 listopada 2009
.. czyli książka elektroniczna. Można ją sobie ściągnąć z internetu, można ją i kupić. Kiedyś byłam ciekawa ile jest ich w sieci. Zdziwiłam się, gdy znalazłam Mickiewicza, Prusa, Kochanowskiego, Leśmiana itp. Szukałam też tych nowszych książek. Znalazłam tylko poradniki. Po jakimś czasie poszperałam sobie ponownie. I są! Są książki współczesnych autorów, zbiór Coehla, książki Masłowkiej i nawet "Dom nad rozlewiskiem". Ściągnęłam, zaczęłam czytać... Niby jest tak samo.. ale nie poczytałam kartek, ich szelestu, nie mogłam się wygodnie ułożyć. Siedziałam przed monitorem w jednej pozycji i czytałam. Doszłam do 10 strony i porzuciłam lekturę. Wolę jednak standardowe książki. Alternatywą e-booków są audiobooki. W internecie jest ich naprawdę mnóstwo. I je wypróbowałam. Zadrżałam, kiedy usłyszałam, że ta książka jest nagrana w Studiu dla osób niewidomych. Ok. Zaczęłam słuchać. Pierwsza książka "Dziewczyna z perłą". Włączyłam ją wieczorem, do snu. Z początku dziwnie się czułam, gdy do mego ucha mówi pani, a raczej czyta mi książkę. Do tej pory to ja je czytałam. Wiecie co? Po drugim rozdziale już przyzwyczaiłam się do głosu lektora, a książka mnie wciągnęła. Pamiętam, że tamtego wieczora nie spałam do 2 nad ranem. Audiobooki się sprawdzają w podróży. Włączasz sobie mp3-trójkę i możesz sobie jechać te 5 godzin, a przy tym czas mija bardzo szybko. Ciekawiły mnie książki w języku niemieckim. Ile z nich zrozumiem, i ile razy będę sięgała po słownik. Nie znam jednak popularnych autorów i trudno było mi cokolwiek znaleźć. Jednak natknęłam się na audiobooka. Oczywiście ściągnęłam. "Nicht schon wieder al dente" Gaby Hauptmann. Książka napisana fajnym, lekkim językiem, a do tego z humorem. Lektorka mogłaby czytać trochę wolniej, ale po jakimś czasie i to już nie przeszkadza. Audiobooki są dobre, bo nigdy się nie zdąży sięgnąć po słownik, gdyż lektorka nie robi pauz, chyba że samemu się "książkę" zatrzyma. Ostatnio na maila dostałam niemieckiego ebooka. "Gut gegen Nordwind" Daniela Glattauer. Jestem w połowie i już nie mogę się doczekać końca. O ile nie wciągnął mnie „Dom nad rozlewiskiem” o tyle „Gut gegen Nordwind” przykuł mnie do komputera. Mimo wszystko najlepsze są książki tradycyjne, a audio- i ebooki są dobrą alternatywą od czasu do czasu.
wtorek, 03 listopada 2009
.. dostać Rafaello i znicz.
Urodziny są pierwszego listopada. Może miało być śmiesznie? Poczucie humoru to ten ktoś ma. Czarne.
niedziela, 01 listopada 2009
zatrzymują nasze wspomnienia o osobach, których już nie ma. Oglądając fotografie wracamy do przeszłości, do minionych chwil... i aż dziw bierze.. ile to czasu minęło. Dziś wygrzebałam z szafy stare zdjęcia. Zdjęcia mojego taty i jego rodziny. Czarno-białe, z dekoracyjnym wykończeniem, niektóre całkiem niewyraźne. Słabo znam rodzinę ze strony taty. Jest rozsiana po Polsce, świecie, kontakt zaginął. Dopiero na pogrzebie mojej babci zobaczyłam jak ona jest duża. Dziś wspomnienia wróciły. Oglądając stare fotografie, niektóre sprzed 50 lat na nowo poznawałam rodzinę. Widziałam dziadka, którego nie znałam, umarł jak tato był chłopcem, babcię jak była młodą kobietą, jej siostry, ciotki młode i zgrabne, a pamiętam je jako staruszki. Dom babci. Stara drewniana chałupa.. do tej pory pamiętam jej rozkład, wszystkie pokoje, ganek i strych.. a zdjęcia dodatkowo spotęgowały wspomnienia. Brat wygrzebał fotografie mojej mamy... wrażenia takie same. Łezka w oku się zakręciła jak ponownie widziałam osoby, które już dawno umarły. Uśmiech na twarzy, kiedy oglądałam moich dziadków. Wśród starych fotografii pocztówki wujka do babci. Śliczne pocztówki. Malowane ornamenty kwiatowe... takich już nie ma. Coś pięknego. Prawie antyki, mają po 50 lat. Oglądając zdjęcia jedno zauważyłam: - fotografie trzeba jednak podpisywać, a czasem nawet opisywać. Dziś i za parę lat wiemy kiedy było robione zdjęcie, z jakiej okazji i kto na nim jest. Za 50 lat będziemy się nad tym zastanawiać. - niektóre zdjęcia były dedykowane z różnych względów. Kiedyś ponoć w modzie było pisanie: "Na wieczną pamiątkę pozostawiam swoją podobiznę kochanej...". Uśmiałam się. - Rozbawiły mnie jeszcze bardziej błędy ortograficzne! Szok. Imiona to raczej nie powinno się pisać z bykiem, jak np. Brącia :D:D Fajnie tak razem oglądać fotografie i powspominać.
Nic z tego, wracają tylko chwile. I najczęśćiej nieruchome jak zdjęcia. Tęsknota za nimi jest jak krzyk. |
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Czytam
Stronki
Twórcze
Zaglądam
Zostaw wiadomość
|