czwartek, 26 kwietnia 2012
Będąc gościem na egzaminach gimnazjalnych spotkałam moją wykładowczynię z licencjatu. - O pani Magda! - powiedziała, a ja jej nie poznałam. Na moje zdziwienie odpowiedziała- Pamiętam wszystkich swoich studentów. To mnie zaskoczyło. Szkołę skończyłam w 2005 roku. Fakt, na roku było nas mało. Zastanawiałam się ilu uczniów ja poznam po paru latach, ja osoba nie mająca pamięci do twarzy.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
żyję nią. Perspektywa wylotu, primarka i odwiedzin u rodziny -> kolejność nieprzypadkowa :) napawa mnie optymizmem. Oderwę się na parę dni od rzeczywistości, zmienię otoczenie, priorytety i zachcianki. Fajnie będzie pochodzić po Londynie, pozwiedzać.. popatrzeć na obce twarze.. Jedynym minusem jest blokada językowa. Zrozumiem dużo... powiem niewiele. Żeby tam można było poszprechać.. W takich wypadach jak ten dochodzę do wniosku, że warto znać jeszcze język angielski. Tylko mobilizacji na jego naukę jest brak! Już mam walizkę, mam tyle planów związanych z Londynem. Oby wypaliła ich część, a będę zadowolona.
czwartek, 19 kwietnia 2012
Mówi się o charakterze, że się zmienia.. o gustach, o zachowaniu, o nowym patrzeniu na świat itp. Ja się zmieniam. Zauważyłam to w marcu, pamiętnego wieczoru u brata. Może trochę wcześniej, kiedy wylewałam żale osobom mi bliskim, kiedy momentami stawałam się zgorzkniała, kąśliwa i wszystko mnie denerwowało. W sumie to postanowienie noworoczne też było inne od wszystkich poprzednich. miałam być mniej pamiętliwa i złośliwa, bo momentami sama siebie nie poznawałam i nadal nie poznaję. No ale się zmieniam. i kiedy to sobie tak naprawdę uświadomiłam, to uśmiechnęłam się sama do siebie gorzko i z przekorą. Zdałam sobie sprawę, i już głośno o tym mówiłam, że powoli i mimowolnie staję się "małą Lidką". Słowa dosadne i trafione w dziesiątkę, bo moja autoanaliza znów mnie nie zawiodła. "Mała Lidka" to osoba uparta, mająca wpływ na ludzi, szczera do bólu, za co nie jest do końca lubiana, ale szanowana, osoba wtrącająca się i głośno mówiąca co jej się nie podoba. Gryzie się potem w język i zastanawia się czy aby nie powiedziała czegoś za dużo. "Mała Lidka" to osoba, z którą kiedyś "walczyłam" i jej zachowanie nie zawsze mi się podobało, bo "wszystko wie najlepiej". Tylko u prawdziwej Lidki wszystkie słowa z czasem się sprawdzały. Słowa: "Jak będziesz w moim wieku, staniesz się gorsza ode mnie, zobaczysz." Duża Lidka ponownie miała rację. Zmieniam się. I przejmuję jej zachowanie. Stałam się niejako szyją rodziny, o czym się przekonałam na świętach. Sama siebie nazwałam "małą Lidką", tato przyznał mi rację. I powinnam się cieszyć, ale też wkurza mnie, że to Jej zachowanie, które mnie tak mocno denerwowało przejęłam ja. I sama tego świadomość mnie zaskoczyła i ucieszyła, bo wiem jaką mamą była mama.
wtorek, 10 kwietnia 2012
zaczęłam czytać książkę, tą podarowaną mi na urodziny. Do tej pory jej nie skończyłam. Tyle łez przez nią wylałam i tyle razy zgadzałam się ze słowami autorki. Czytając o radzeniu sobie ze stratą matki uderzył mnie fakt, iż moje zachowanie jest normalne. Gdyby osoby postronne mogły mnie zrozumieć. nie mogą, bo nie przeżyły tego co ja. Mam jedną osobę, koleżankę, straciła ojca jeszcze w szkole podstawowej. Reaktywowałam znajomość przed śmiercią mamy... Na FB.. całkiem przypadkiem.. Mimo tylu lat nikłego z nią kontaktu od lata tamtego roku często do siebie piszemy. To ONA mi najwięcej pomogła, bo wiedziała co czuję. To ona mi nie mówiła "Będzie dobrze", lecz "Będzie ciężko, ale dasz radę." Ona i parę osób na blogu (Do nich się teraz uśmiecham). K. rozwiązał się język i mogła na nowo przeżywać stratę ojca. Ja odnosiłam jej słowa do siebie. Czasami pomagało, czasami nie. Czytając tą książkę... czułam się blisko z autorką i innymi osobami, które do niej pisały, a część tych listów została w książce uwzględniona. Tak dogłębnie została opisana żałoba po mamie, jak jej śmierć wywarła wpływ na córkę. I cholera jestem tego teraz bardziej świadoma niż myślałam że wiem. Bo przecież mimowolnie analizowałam skutki i przyczyny na sobie. Zawsze to robiłam. Jak ktoś zapyta o moje samopoczucie mogę śmiało odpowiedzieć: Przeczytaj książkę, a się dowiesz. Ale nie o tym chciałam pisać lecz o rocznicy kwietniowej, dzisiejszej. O tym, że znów tyle się mówi o 10 kwietnia, wspomina, ogląda itp. Wszystko ok, ale co roku ledwo zabliźniona rana otwiera się u osób, które straciły kogoś w tej katastrofie. I znów odwołam się do książki. Cholera, zgadzam się z tym. I pomyślałam wczoraj o moim uczniu klasy piątej, który stracił ojca dwa lata temu.
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
.. jest fajne!! korale i kolczyki.. działają prawie jak czekolada. Do tego ręcznie wykonane... radocha po pachy. Korale z filcu, czerwone... ok 40 kulek.. 1. Odstresowuje 2. Sprawia, że beztalencie jest dumne, bo okazuje się, że coś potrafi 3. Własnoręczna robota, a to cieszy! 4. Wciąga. Kulkowałam wczoraj, kulkowałam dziś... aż wykulkowałam. Poszperałam w necie... zainspirowana pracami innych jestem gotowa do zamówienie na allegro filcu by kulkować dalej. Oby słomiany zapał nie dał znać o osobie :)
Filcowałyśmy na sucho, na mokro, na jednym z przedmiotów. I to były chyba najlepsze zajęcia spośród wszystkich innych przedmiotów. |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam
Stronki
Twórcze
Zaglądam
Zostaw wiadomość
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||